Pireneje – monumentalne góry odcinające Półwysep Iberyjski od reszty kontynentu. Wstążka wijąca się od wybrzeża Morza Śródziemnego do Oceanu.
Nie miałam na ich temat żadnych wyobrażeń, nigdy tam nie byłam, ale wiedziałam, że prędzej czy później pojadę tam na rowerze.
Planując urlopowe wyjazdy na 2025 rok postanowiłam, że jeden z urlopów będzie dłuższy.
Trzy tygodnie odcięcia się od wszystkiego.
Bikepacking Pireneje wpisywał się w ten plan znakomicie.
Głównym założeniem wyprawy była niespieszna rowerowa eksploracja Pirenejów. Poznanie klimatu tych gór, cieszenie się drogą i widokami, biwakowanie w pięknych miejscach i jedzenie dobrych rzeczy.
Styl? Bikepackingowy z noclegami w namiocie, czasem na dziko, czasami na kampingu a na koniec dwa-trzy dni w hotelu ( prezencie dla samej siebie za trudny przejechania tej niełatwej trasy).
Wyszło nieco inaczej niż zakładałam. Góry okazały się wymagające a trasa pełna przygód. Trzy tygodnie to zdecydowanie za mało na Pireneje.
Ale nie ma tego złego. Na pewno tam wrócę.
Bikepacking Pireneje – trasa, tracki GPX i alternatywy
Pireneje to ogromne góry. Wiedzie przez nie niezliczona liczba dróg i ścieżek. Sposobów na ich przejechanie jest wiele i w sumie każdy może zrobić to po swojemu.
Na opracowanie trasy jak zawsze nie było za wiele czasu. Choć to przecież jeden z przyjemniejszych momentów wyprawy. Na szczęście nie byłam w tym sama. Wyjazd planowałam wspólnie z Kamilą.
W dwie osoby raźniej pokonywać kolejne kilometry i przeżywać przydarzające się przygody.
Zdecydowałyśmy się na sprawdzoną ścieżkę.
Pół roku przed wyjazdem wpadł w nasz feed na Instagramie profil PIRENAICA.CC i już wiedziałyśmy, że to będzie to. Trasy opracowane przez lokalesów pod wyścig ultra.
1000 km i bagatela 25 tysięcy metrów przewyższenia.
Brzmiało to jak dobry plan.
Ciekawostka – wyścig ten odbył się we wrześniu, czyli miesiąc po naszym objeździe trasy i wystartowało w nim kilkudziesięciu zawodników.
Aktualnie nazwa zmieniła się na Pyrenean Rally i w tym roku edycja obejmuję trasę tam i z powrotem czyli około 2000 kilometrów :)
Tu znajdziecie szczegóły outerdetours.com/pyrenean-rally
Inne wyścigi dobywające się w Pirenejach, na które warto zwrócić uwagę:
Nasza trasa wyprawy rowerowej przez Pireneje
Poniżej trasa, na przejechanie której się zdecydowałyśmy.
Jeśli będziecie, albo już mieliście okazję zobaczyć, to trasa z wieloma wymagającymi odcinkami terenowymi.
Jest sporo asfaltu, jednak regularnie przeplata się on z off road-em.
Niektóre szutry są klasy premium, niektóre bywają dalekie od ideału.
Po więcej szczegółów zapraszam na Stravę – tam zobaczycie jak dzień po dniu pokonywałyśmy tę epicką drogę.
Bikepacking Pireneje – relacja filmowa
Na wyprawę w Pireneje zabrałam ze sobą oczywiście kamerę i drona.
Nie byłam nastawiona na codzienne nagrywanie, bo były to przecież wakajki.
ale nie nagrywać w takich okolicznościach przyrody? To byłby grzech.
Stopniowo będą więc się tu pojawiać relacje z kolejnych etapów.
Bikepacking Pireneje – dzień po dniu – relacja zdjęciowa
Wiedziałam, że Pireneje będą zjawiskowe, wiedziałam, że będą wymagające, wiedziałam, że za każdym zakrętem będzie coś nowego. Ale i tak to co spotykało nas tam każdego dnia to jedno wielkie zadziwienie.
Nie było łatwo. Podjazdy w Pirenejach bywają długie i strome, teren nie raz okazuje się bardzo wymagający, kamienie i luźny szuter czasem potrafią odebrać radość z jazdy.
Te góry mają w sobie coś niesamowitego, co chwila atakują nas widokami, dolinami i przełęczami , za którymi są kolejne podjazdy, doliny i przełęcze.
Dzień 0: Girona kierunek wybrzeże i noc na plaży
Do Girony przylatujemy dzień wcześniej, rezerwujemy hotel, by przed wyprawą i mieć czas na ogarnięcie rowerów i odpocząć po locie. W końcu to wakacje.
Niestety samolot ma opóźnienie i w hotelu lądujemy o 2 w nocy. Nie ma za wiele czasu na spanie :)
Startujemy z hotelu przy lotnisku i od razu zaczynają się znakomite szutry. Po drodze szukamy jeszcze butli gazowej w Decathlonie.
W Gironie zjadamy przepyszne śniadanie w La Fabrica, robimy zdjęcia jeszcze szytych rowerów i objeżdżamy miasto.
Trasa dojazdowa do szlaku głównego Pirenaici układana przez Komoot jest bardzo ciekawie poprowadzona. Sprawdzamy noclegi niedaleko plaży – w kempingach 70 € za dwie osoby z namiotem, więc decydujemy się na nocleg na plaży. Bezwietrzna noc sprawia że nocleg jest wyjątkowo udany dopiero nad ranem budzi nas wiatr.
Dzień 1: Pierwsze podjazdy i zagrożenie pożarowe
Poranek na plaży i śniadanie nad rzeką – idealnie.
Pierwsze 30 km jedziemy cały czas pod wiatr.
Komoot w jednym miejscu funduje nam fragment trasy ścieżkach pieszych, niemożliwych do przyjazdu rowerem. Na szlak docelowy wbijamy się tuż za miejscowością Lanca. Od razu robi się terenowo i podjazdowo. Ale widoki pokazują że warto.
Na trasie w pewnym momencie spotykamy strażniczki z parku, które informują nas o zakazie jazdy po szlaku w związku z zagrożeniem pożarowym. Na szczęście pozwalają nam dojechać do następnej miejscowości. Zwracają jednak uwagę, że mamy sprawdzać aktualne komunikaty na stronie internetowej, ponieważ jest bardzo ciepło i istnieje duże zagrożenie pożarowe. Jazda w tym rejonie jest niebezpieczna. Strażniczki są strasznie miłe miłe.
Zaczynają się pierwsze podjazdy. Dają w kość, bo nogi zmęczone są pierwszymi 30 km pod wiatr.
W małych miasteczkach poszukujemy źródełek z wodą, dzięki nim jazda w upale nie jest tak doskwierająca. Miasteczka są wyludnione i ciche, brak sklepów, ale trafiamy na oazę z automatami :)
Noclegi nad zbiornikiem wodnym. Ciche spokojne miejsce, można się wykąpać i zjeść kolację z przyjemnym widokiem. Nogi już bolą a to dopiero początek.
Dzień 2: Piekielne upały i zjawiskowy kanion
W nocy zrywa się wiatr i robi nam pobudkę. Na szczęście po godzinie przestaje i możemy z powrotem iść spać. Poranek spędzony na chilloucie nad jeziorem. Potem zaczynamy przepyszny techniczny podjazd po skałach i sypkim szutrze. Zaczyna robić się wymagająco. Czujemy każdy kilogram, który wieziemy na rowerze. Dodatkowo coraz bardziej zaczyna dawać o sobie znać upał.
Na szczęście nie ma presji na kilometry, to w końcu nasze wakacje. Zatrzymujemy się na dłuuuuga chwilę nad rzeką. Przyjemne orzeźwienie i znakomity czas nicnierobienia.
Ładujemy baterie, bo czeka nas pierwszy prawdziwy pirenejski podjazd. Początek po asfalcie całkiem przyjemny, bo dużo fragmentów biegnie w zacienionych miejscach. Niestety końcówka z dużymi kamieniami i gruzem. Irytujemy się, ale już po chwili wiemy, dlaczego trasa biegnie tędy – wjeżdżamy w malowniczy kanion
Tego dnia nocujemy na campingu. Robimy pranko, ładujemy baterie powerbanków i przerzutek, kamer i aparatów :)
CDN…
Bikepacking Pireneje – pytania o odpowiedzi – Q&A
Tu będą pojawiać się odpowiedzi na zadawane przez was pytania.