Jak wyobrażacie sobie jazdę na rowerze po Górnym Śląsku?
W opiniach wielu osób cały czas ten region spisywany jest na straty. A to ogromny błąd.
Śląsk to mnóstwo zielonych terenów, mnóstwo lasów i miejsc, które potrafią zaskoczyć.
Wyścig Ultra Race Silesia znakomicie pokazuje charakter i bogactwo regionu.
To już trzecia edycja tych zawodów i wreszcie udało mi sie w nich wystartować.
Wyścig ULTRA RACE SILESIA objęty był moim patronatem medialnym
Śląsk, którego nie znacie – trasa Ultra Race Silesia
Jeśli ktoś nie jeździł wcześniej rowerem po Górnym Śląsku, może się trochę zdziwić odwiedzając ten region. Pomiędzy licznymi miastami jest tutaj naprawdę mnóstwo terenów zielonych i lasów, a w nich całe kilometry szutrowych dróg. Właśnie dlatego zawsze uważałam, że Śląsk jest świetnym miejscem na gravela. Również z tej przyczyny, gdy tylko rowery gravelowe zaczęły zdobywać popularność, od razu wiedziałam, że to jest to!
Oczywiście nie zawsze jest łatwo. Szutry przeplatają się z leśnymi drogami, singlami i bardziej technicznymi fragmentami. Ale właśnie ta różnorodność jest tutaj najlepsza i to sprawia, że można stworzyć tutaj trasę bardzo urozmaiconą i niesztampową.
Czy udało się to organizatorom Ultra Race Silesia? Wreszcie w tym roku przyszło mi to sprawdzić.
Ostatnie zagrywki przed startem
I prośba o dmuchanie kropki
Do tej pory impreza odbywała się jesienią. W październiku pogoda nie zachęcała, nogi były zmęczone po sezonie a i w kalendarzu zawsze coś innego widniało w tym terminie. W tym roku nastąpiła zmiana, przeniesiono rywalizację na koniec lipca. Idealnie wpasowało się to w moje plany startowe oraz kalendarz wyjazdów. Nie było wymówek.
Trasy specjalnie przed startem nie analizowałam. No dobrze, nie licząc wyszukania kilku miejsc, gdzie można się zatrzymać na uzupełnienie wody. Poza tym nie chciałam widzieć, co nas czeka. Chciałam zostać zaskoczona.
Już w trakcie okazało się, że track jest poprowadzony znakomicie. Sama chyba lepiej bym go nie ułożyła. Trasa bardzo dobrze pokazywała charakter Górnego Śląska, zahaczała o miejsca, które jeżdżąc po Śląsku trzeba odwiedzić.
Liczyłam na to i to się udało – przypomniały mi się moje pierwsze rowerowe eksploracje, gdy wsiadało się na rower i odwiedzało różne śląskie zakamarki.
Oczywiście w 320 kilometrową trasę nie udało się wcisnąć wszystkiego. Gdyby tak zrobić, to najdłuższy dystans miałby chyba 600 km. Zawodnicy dostali jednak naprawdę piękną dawkę śląskich klasyków.
Hałda skalny
Po kolei odwiedziliśmy tyskie Paprocany, Hałdę Skalny, Dolinę Jamy, Rezerwat Segiet, Kopalnię Srebra w Tarnowskich Górach, Jezioro Chechło-Nakło, Świerklaniec, Rogoźnik, Lasy Milowickie, Sosnowieckie Borki, Nikiszowiec i Giszowiec, Lasy Murckowskie, Górę Klimont, Lasy Kobiórskie, stawy w okolicy Brzeszcza, Beskid Mały i Beskid Śląski, Wiślaną Trasę Rowerową w okolicy Skoczowa, Jezioro Goczałkowickie i Pszczynę.
Trochę żal, że przejechaliśmy niedaleko nie wspinając się na Dorotkę, czyli Górę św. Doroty :)
Całość trasy okazała się bardzo przemyślanie zamkniętą pętla a w zasadzie ósemką, której przejechanie stanowiło nie lada wyzwanie.
Ultra Race Silesia – moje boje
Jak mi poszło?
Najlepiej oczywiście obejrzeć film.
W skrócie – noga była nawet rozkręcona, ale kondycja gdzieś w lesie. Pierwsza część trasy całkiem szybko przeleciała i pokonywanie kilometrów po znajomych śmieciach sprawiało frajdę. W drugiej cześci trasy jednak górki dały o sobie znać.
Było ciężko, nogi bolały, tchu i siły brakowało, ale zrobiłam to.
W ostatniej cześci było dużo asfaltu i to pozwoliło trochę podwyższyć średnią i podnieść morale
Prawie połowę trasy jechałam też w bardzo fajnej grupie, co warto odnotować. Dla mnie takie wyścigi to zawsze okazja do pogadania z fajnymi ludźmi z podobna zajawką.
Co poszło nie tak?
Zupełnie nie przemyślałam taktyki. Na trasie 325 km z pit stopem w środku można było zaopatrzyć się tak, by nigdzie poza pit stopem się nie zatrzymywać. Zupełnie tego nie przemyślałam i niepotrzebnie straciłam czas na trzech dodatkowych postojach. Widać, że w tym roku mało startuję i popełniam głupie błędy nowicjusza.
Chyba będzie trzeba się trochę bardziej przyłożyć w przyszłym sezonie :P
Na metę wjechałam około 2 w nocy.
Zmęczona ale zadowolona.
Trasa nie była łatwa, do zakładanych 2 tys. przewyższenia doszedł kolejny 1000 :)
Zajęłam 3 miejsce na trzy startujące zawodniczki:) open byłam dziesiąta.
Ultra Race Silesia – a jak organizacyjnie?
Komunikacja przed startem – ok, choć dość późno został wysłany Race Book. Była jednak odprawa online co nie jest standardem w przypadku zawodów ultra, więc to jest na duzy plus.
Trasa – top, urozmaicona, nie było nudy, Gravel na śląsku to jest prosze państwa top.
Start, miejsce startu i mety – bardzo ok, atrakcyjna lokalizacja startu.
Pakiety startowe – bez szału, ale czy dla nich jeździmy?
Jedzenie i bufety – niczego nie brakowało, zawodnicy byli zaopiekowani, goferki, żurek, same pyszności :)
Czy polecam start w przyszłym roku? Zdecydowanie TAK.
Biorąc pod uwagę zróżnicowanie trasy i miejsca, o które zahacza, to w porównaniu do wielu innych imprez było na bogato. Można by powiedzieć, że była to taka ultra wycieczka turystyczno-krajoznawcza.
Myślę, że w przyszłym roku organizatorzy dla osób które się nie ścigają powinni wypunktować i opisać miejsca, które odwiedza się na tym wyścigu, bo jest to bardzo ciekawe.
A ściganci? Jeśli chcesz przejechać ten wyścig w dobrym tempie, rywalizując o jak najlepsza lokatę, to wiedz, że trasa jest bardzo zróżnicowana, jest wiele szybkich szutrów i asfaltów, ale są też trudniejsze techniczne smaczki, na których można wiele zyskać albo i stracić.
ULTRA RACE SILESIA – tu będą zapisy od 1.12 – zapisy