MTB hardtail-em stoi.
Górska jazda na rowerze to nie tylko opuszczane sztyce i dziesiątki milimetrów skoku pod siodełkiem. Dla większości rowerzystów rower górski to ciągle jeszcze klasyczny sztywniak. Nie bez powodu tego typu rowery są najbardziej popularne. Reprezentują bowiem najlepszy stosunek ceny do możliwości, jakie oferują. Hardtail jest rowerem, od którego wiele osób zaczyna rowerową przygodę. Dziś przedstawiam wam właśnie taki rower.
Accent Peak Lady – hardtail dla wymagającej dziewczyny
Accent Peak Lady – specyfikacja
Trzymając się stereotypów, opis roweru przeznaczonego dla kobiet musimy zacząć od jego wyglądu. Podstawowa zasada polega na tym, że aby mieć ochotę na jazdę, rower swoim wyglądem musi Cię do tego zachęcać.
I tak, obok Accenta nie sposób przejść obojętnie. Głęboki różowy kolor krzyczy i zwraca na siebię uwagę. Rower jest przez to bardzo fotogeniczny.
Więc nawet gdy kupisz go z przeznaczeniem na maratony, a nie zajmiesz w wyścigu żadnej czołowej lokaty, wiedz że fotografowie na trasie Cię zapamietają i zamiast pucharku przywieziesz z soba chociaż kilka ładnych zdjęć.
Wróćmy jednak do technikaliów. Za amortyzację w Peaku odpowiada powietrzny Manitou Machete Comp. Ten podstawowy model widelca bardzo dobrze nadaje się do tego typu roweru, pierwszych jazd po górach i maratonowych zastosowań. Działa poprawnie, ale gdy połkniesz bakcyla jazdy po kamieniach i korzeniach będziesz chciała czegoś więcej. Niestety, piszę to z perspektywy 160 mm skoku w moim rowerze enduro ;)
Sztywna oś Hex Lock w standardzie QR15 trochę moim zdaniem przekombinowana. Do jej odkręcenia potrzeba klucza imbusowego. Kręcisz z jednej strony a oś wysuwa się z drugiej. Dziwne i niewygodne. Tym bardziej gdy tak jak my rowery wozimy głownie w samochodzie, więc zawsze do transportu trzeba ściągnąć przednie koło.
Manitou Machete posiada blokadę skoku działającą w dwóch trybach – zablokowany i odblokowany. Osobiście nie używam tego typu ustrojstw, ale możemy założyć, że dla maratonowych ścigantek obecność blokady ma znaczenie.
Napęd złożony jest według złotego standardu: pełna jedenastkowa grupa SLX z tylną przerzutką z wyższej grupy, czyli w tym przypadku XT. Wszystko działa precyzyjnie i bez zastrzeżeń.
Mimo iż jestem maniakiem napędów jednoblatowych, to tu z przyjemnością przypomniałam sobie, jakie korzyści i wygoda wiąże się z posiadaniem dwóch blatów z przodu.
Korba 36/26 zębów, a z tyłu na kasecie najwyższy tryb 42. Daje to bardzo komfortowy i szeroki zakres przełożeń.
Hamulce także z grupy SLX, spisują się jak na tą grupę przystało. Pełna kontrola na zjazdach.
Siodło i sztyca to komponenty produkowane przez markę Accent. Ta spójność kompozycji bardzo mi się podoba.
Kwestia oceny siodełka to zawsze sprawa mocno indywidualna. Każdy lubi co innego. Ja na tym modelu przejechałam w zeszłym roku Wisłę 1200 :)
Mostek na całkim sporym bo 17 stopniowym minusie pozwala na uzyskanie nieco agresywniejszej wyścigowej pozycji, pozwala dociążyć przednie koło na podjazdach, a przy tym nie jest negatywnie odczuwany na zjazdach.
Wspomniana wcześniej, niużywana przeze mnie manetka blokady skoku amortyzatora nieco zaśmieca kokpit. Ale to takie moje skrzywienie. Jestem pewna, że w czymś to pomaga ;)
Mezcale to maratonowy oponowy klasyk. Są znakomite na suche warunki. W mokrym bywa z nimi trochę gorzej. Gdybym miała rower do testu długodystansowego, na pewno skłoniłabym się do zalania ich mlekiem i zrobienia systemu bezdętkowego.
To już drugi wpis na blogu o modelu Accent Peak Lady. Pierwszy pojawił się dwa i pół roku temu: https://mambaonbike.pl/accent-peak-lady-quick-test/. W zasadzie poza drobnymi poprawkami wiele od tego czasu w tym rowerze się nie zmieniło. Widać, że projektowany jest przez osoby same jeżdżące na rowerze, mające za sobą wiele startów, czujące maratonowego, górskiego ducha.
Rower jest spójnie złożony, charakteryzuje go dobry stosunek ceny do jakości. W zasadzie na pierwszy rzut oka nie znalazłam nic, co trzeba byłoby lub chciałabym zmienić.
Accent Peak Lady jest idealny na początek górskiej rowerowej przygody, gdy nie jesteśmy jeszcze pewni, czy to nam się spodoba i nie chcemy wydawać bajońskich sum na rower, który potem może więcej stać w garażu niż jeździć. Choc zapewniam, która z Was wsiądzie na Peaka, ta od razu poczuje to coś.
Z Accentem Peak Lady spędziłam cztery tygodnie. Na pierwszy strzał poszła Srebrna Góra i kompleks Trasy Enduro Srebrna Góra
Rower na krętej ścieżce podjazdowej zachowywał się bardzo zwrotnie i żwawo piął się do góry. Po zablokowaniu widelca odczucie efektywności jazdy jeszcze bardziej się poprawiło. Przypomniałam sobie, jak to czasem fajnie jest stanąć na pedały i podjechać fragment na stojąco (w fullu możesz o tym zapomnieć). Mała zębatka z przodu zdecydowanie ułatwiała zadanie. Przy 26 zębach najgorsze stromizny nie były straszne straszne.
Na zjazdach był niestety jeden feler – sztyca. Jestem niemal pewna, że w niedługim czasie do wszystkich rowerów MTB dodawać będą regulowaną sztycę. Taka mała rzecz a radykalnie poprawia nie tylko komfort rowerzysty ale i bezpieczeństwo. Póki co w Accencie sztycę na zjazdy musiałam wsuwać za każdym razem ręcznie. Dopiero wtedy rower pokazywał na co go stać. Wklejanie się w bandy, praca rowerem pod sobą, odpowiednia pozycja na stromych zjazdach.
Pomysł wizyty na Srebrnej Górze okazał się bardzo dobry właśnie ze względu na zjazdy. Zawsze bywam tu na rowerze w pełni amortyzowanym. Sprawdzenie sztywniaka w tych warunkach to solidna próba. Accent wyszedł z niej bez szwanku. Ja też. Rower poleca się na zjazdy :)
Po ekstremalnym górskim wyzwaniu przyszedł czas sprawdzenia roweru na leśnych ścieżkach w okolicy Katowic. I cóż tu mogę napisać? Rower poleca się też na leśne ścieżki wokół miast i w parkach :)
Accent Peak Lady – maraton w Zdzieszowicach
Co roku w okolicy wiosny powracają do mnie wspomnienia z dawnych lat i pojawia się chęć powrotu do maratonowego ścigania. Wykorzystując okazję, ostateczny test roweru Accent Peak Lady postanowiłam więc przeprowadzić podczas Bike Maratonie w Zdzieszowicach.
Zdzieszowicki maraton zawsze należał do moich ulubionych. Umiarkowana liczba podjazdów, umiarkowany poziom trudności technicznych, las i pola rzepaku w słońcu. Od startu do mety można cisnąć ile bozia dała.
Start z piątego sektora, nieustanny brak formy i pojawiające się ostatnio problemy z kolanem nie przeszkodziły mi w tym, by pójść piecem ten wyścig. Rower w końcu zobowiązywał ;)
Blogerska dusza nie odpuściła jednak możliwości zrobienia kilku zdjęć w trakcie.
Piec, jaki był, każdy widzi, więc wyników ze Zdzieszowic nie wyszukujcie. Nie warto. Start w tym maratonie ostatecznie utwierdził mnie jednak w przekonaniu, że Peak to bardzo przyjemny rower, który zaczynającym rowerową przygodę pozwoli na poczucie satysfakcji i frajdy z przejechanych kilometrów, a tym zaawansowanym da możliwość wykorzystania jego potencjału w 100% i być może nawet zdobycia pierwszych nagród.
Bardzo polubiłam Peaka i gdybym mogła, chętnie pozostawiłabym go sobie, by od czasu do czasu stanąć w sektorze startowym i znów poczuć motyle w brzuchu.
Jeśli po tym wpisie też masz na to ochotę, zajrzyj na stronę producenta – Accent Bikes, we współpracy z którym powstał ten wpis. Na pewno znajdziesz coś dla siebie.